Drugi dzień na rowerze. Niestety także ostatni. Tym razem wypuszczam się z Dominikowa na północny wschód, w kierunku Nowej Korytnicy. Zaczynam od terenów leżących poza parkiem narodowym by dojechać do brzegów rzeki Płociczna. Z Nowej Korytnicy jadę przez Jelenie do Miradzi, gdzie pierwszy raz napotykam drugą co wielkości rzekę Drawieńskiego Parku Narodowego. Powrót przez Ostrowite (Ostrowiec), Głusko i Springe. Korytnica. Przy wjeździe do Nowej Korytnicy jest małe pole biwakowe i miejsce wodowania kajaków. Masa ludzi, autobus, parę dostawczaków z charakterystycznymi przyczepami do przewozu kajaków. Właśnie większa grupa rozpoczyna spływ Korytnicą, planują dopłynąć do Sówki. Jest wesoło, w zasadzie w każdym kajaku już jest otwarta puszeczka piwka, śmiechy, krzyki i zabawa. Tylko nie wiem dlaczego płyną w górę rzeki? Wszak Sówka jest poniżej. Zatrzymuje się na moście drogowym nad rzeką i patrzę na te kolorowe, polietylenowe zamieszanie. Mimo dość zdecydowanego nurtu niektórzy ucz...
2 maja 2010. Wiele razy jechałem pociągiem na trasie od Piwnicznej do Muszyny. Pierwszy raz jeszcze w głębokiej komunie, gdzieś w okolicy końca liceum. Ilekroć gapiłem się przez brudne okna wagonu i wypatrywałem tego co widać na południu to moim oczom jawiła się mętna i wzburzona woda Popradu i nieznane, tajemnicze wręcz, góry. Gdzieniegdzie mała przytulona do brzegu rzeki wioska. Wtedy, gdy jeszcze wzdłuż granicy, co kawałek albo i częściej, stał wojak WOP-u z kałachem, kraina ta wydawała się odległa i niedostępna tak jak jakieś lasy tropikalne na Borneo albo innej Sumatrze. Podzwrotnikowe, wilgotne skojarzenia tym silniej narzucały się z powodu częstych w dolinie Popradu mgieł. Mgieł częstych właśnie w letnie dni o poranku, kiedy to zazwyczaj dojeżdżałem w Beskid Sądecki "nieistniejącym" już dzisiaj pociągiem przyśpieszonym relacji Gliwice-Krynica Zdrój. Czasy się zmieniły. Władza i system także. Teraz mamy Eurosojuz, a z nim w komplecie traktat z Schengen. Teraz granica ...
Komentarze
Prześlij komentarz
Wpisz swój komentarz...