Ortowice, Święta Magdalenka i okolice. Ciężki, mokry i miejscami śliski
śnieg, w oddali słychać strzały i szczekanie psów goniących ranne
zwierzęta. W sumie tak jakoś średnio przyjemnie...
No i pierwsza w tym roku wycieczka w Alpy wzięła w łeb... Nasz samolot do Bergamo właśnie poleciał bez nas. Histeria koronowirusowa, zamykanie muzeów, knajp i innych atrakcji turystycznych a do tego strach przed odcięciem powrotu, zamknięciem lotnisk czy też nawet dzielnic czy miasteczek spowodowały że odżałowaliśmy biletów lotniczych i zrezygnowaliśmy z wyjazdu. Zasadniczo miało być zwiedzanie Bergamo i Mediolanu ale też tlił się w głowie pomysł by na szybko skoczyć w Alpi Bergamasche. Cóż, nie tym razem.
13 grudnia 2008. Mija właśnie dwudziesta siódma rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Znowu w TV będą pyskówki, pikiety pod domem generała, wskazywanie że gdzie oni teraz to kiedyś stało ZOMO... Puściliśmy kantem ten cały polski bajzel. Pogoda jak najbardziej spacerowa. Zimy nie ma, jesień ciągle nie daje za wygraną. Samochodem krótki podjazd do Kleszczowa i dalej w las na nogach. Droga "Starogliwicka" błotnista trochę, rozjeżdżona miejscami przez samochody wywożące drewno ze zrębów. Dało się jednak jakoś przejść, największe problemy stanowił zwyczajowy opór dzieci - bez tegoż oporu, zupełnie bezinteresownego, nasze krótkie i nieco dłuższe wypady straciły by swój specyficzny smak. Doszliśmy do wiaduktu nad koleją piaskowa - trasa niezbyt wykańczająca ale nie będę przesadzał - wszak to drugi miesiąc mojej niewyleczonej choroby. PS: Podczas ostatnich wyborów prezydenckich także maszerowaliśmy tą drogą. Doszliśmy wtedy do Rudna gdzie w miejscowej szkole, w tamtejszym punkc...
Komentarze
Prześlij komentarz
Wpisz swój komentarz...